Reforma szkolnictw. Kto zyska, kto straci?

Już w trakcie kampanii wyborczej Prawo i Sprawiedliwość (PiS) mówiło o naprawie systemu szkolnictwa, opowiadając się m.in. za likwidacją gimnazjów i powrocie do ośmio systemowej szkoły podstawowej. Wiele uwagi poświęcono wówczas także sześciolatkom, którzy zdaniem polityków PiS nie powinni byli pójść w tym wieku do szkół. Po dojściu PiS-u do władzy edukacja znowu gra pierwsze skrzypce, ale tym razem proponowane są konkretne zmiany. Jakie? Kto na nich zyska, a kto straci?

 

Podczas kampanii wyborczej PiS nie raz zaskoczył hasłami, proponowanymi zmianami, reformami, ale jeszcze wtedy nikt nie traktował tego poważnie. Po wygranych wyborach i dojściu do władzy nastroje Polaków uległy zmianie, coraz bardziej zaczęto analizować i zastanawiać się nad konsekwencjami zmian, które partia chce wcielić w życie.

Wydaje się, że najwięcej emocji, wśród polskiego społeczeństwa, wywołała reforma szkolnictwa, a dokładnie edukacja najmłodszych, którzy zdaniem partii obecnie rządzącej nie powinni w tak młodym wieku rozpoczynać przygody z nauką. Niemałe oburzenie wywołał także pomysł likwidacji gimnazjów.

 

Kontrowersyjne sześciolatki

Gdy poprzednia partia wprowadziła reformę mówiącą o obowiązku edukacyjnym dla sześciolatków, można było spotkać się ze sprzeciwem nie tylko ze strony rodziców, ale także psychologów, którzy uważali, że wiele polskich placówek edukacyjnych nie jest w pełni gotowych na naukę dzieci. Chodziło przede wszystkim o nieprzystosowane budynki, brak sal dydaktycznych itd. Rodzice uważali, że wczesna edukacja skróci ich pociechom dzieciństwo.

Szkoły rozbudowano, sale doposażono, a rodzicom dano możliwość wybory: twoje dziecko pójdzie do szkoły od szóstego, czy od siódmego roku życia? I sprawa przycichła. Do czasu!

Teraz PiS chce cofnąć reformę poprzedniej partii (Platformy Obywatelskiej) i posłać dzieci do pierwszej klasy od siódmego roku życia, co znowu spotkało się z niezadowoleniem.

JestPaczka.pl

Była minister edukacji Joanna Kluzik-Rostowska uważa, że wycofanie sześciolatków ze szkół podstawowych będzie wiązało się z chaosem i pustym rokiem w systemie edukacji. Faktycznie. Ci, z nauczycieli, którzy w czerwcu skończą pracę z trzecią klasą, we wrześniu zostaną bez pracy na kolejne trzy lata, co może oznaczać, że prosadę straci około 20 tys. pedagogów.

Na zupełnie inne zjawisko zwracają uwagę ekonomiści, którzy tłumaczą, że przesunięcie momentu rozpoczęcia edukacji z siedmiu do sześciu lat oznacza nic innego jak wydłużenie czasu pracy, co w praktyce znaczy tyle samo, co podwyższenie wieku emerytalnego o rok.

 

Gimnazja hamują

Kolejnym pomysłem partii rządzącej jest likwidacja gimnazjów i powrót do ośmiu klas szkoły podstawowej, co też pachnie zwolnieniami. Ale spokojnie!

Przed wyborami prof. Gliński szumnie zapewniał, że reforma szkolnictwa w pełni wejdzie w życie od września bieżącego roku, ale w ostatnim czasie jego głos w tej sprawie znacznie przycichł, a zmiany początkiem września przestają być realne, co jednak nie oznacza, że one nie nastąpią w ogóle!

Eksperci szacują, że przed wakacjami poznamy plany Ministerstwa Edukacji Narodowej! Nie pozostaje nam, zatem nic innego jak tylko uzbroić się w cierpliwość i czekać na rozwój sytuacji.

 

A w tzw. międzyczasie ciekawi jesteśmy Waszego zdania na temat planowanych zmian. Posyłać sześciolatki do szkół, czy nie? Gimnazja do likwidacji? Podzielcie się z nami swoimi refleksjami na ten temat.

To może cię również zainteresować: